Giorgio Armani Eyes To Kill Shadow 4

     

    Cień hybrydowy, co to takiego? Definicji nie znam, ale spróbuję opisać swoimi słowami, jest to połączenie intensywnego pigmentu jakie można znaleźć w pigmentach sypkich, np MAC z przyczepnością cienia, jakie mogą zapewnić kremowe cienie z właściwościami absorbującymi sebum jak np cienie Shimmering Cream Eye Color z Shiseido. Łatwość aplikacji na powiekę to ich standardowa zaleta, a trwałość przez cały dzień lub przez całą noc to jak „oczywista oczywistość” 🙂
    Kto taki cień stworzył? Mój ulubieniec – Giorgio Armani. Do wyboru mamy 12 różnych odcieni spośród całej dostępnej przez Armaniego gamy kolorów. Mój wybór padł na ten oznaczony cyfrą 4 – popiel z domieszką czerwieni.

    Jestem przeciwniczką pokazywania koloru cienia na paluchach, czy dłoni, ale tym razem pokażę Wam tylko dlatego, żebyście zdały sobie sprawę, że tak samo jak intensywnie cień wygląda maźnięty na palcu, takie samo odzwierciedlenie daje na samych powiekach, co chyba nie każdemu cieniowi jest to dane:) Z reguły ten kolor gdzieś niknie, tu czegoś takiego nie ma.

    Nakładanie cienia to czysta przyjemność z malowania oka, do tego celu posłużył mi genialny pędzelek Armaniego oznaczony numerem 21. W minutę tworzę zarys cienia, jaki chcę osiągnąć, intensywność koloru jest już widoczna po pierwszej aplikacji. Do tego można dorysować kreseczkę, wytuszować rzęsy i gotowe.

    Na tym kolorze pewnie się nie skończy, mam ochotę na jeszcze jeden kolorek, taki niebieski 🙂
    A poniżej reszta kosmetyków jakich dziś użyłam do wykonania tego makijażu: