Candeglow Sheer Perfecting Powder | Laura Mercier

     

     

    Nie matuje, a trzyma sebum w ryzach. Rozświetla, lecz twarz się po nim nie błyszczy. Jest, ale jakby go nie było – co to jest? To zupełna nowość marki Laura Mercier. Po premierze podkładu do twarzy, przyszedł czas na uzupełnienie linii produktów Candeglow o dwa nowe kosmetyki: nowy rozświetlacz będący korektorem pod oczy oraz nowy puder rozświetlający dający możliwości stosowania go na dwa sposoby. Puder Candeglow stworzony do fanek makijażu make up no make up.

     

    Rozświetlający puder prasowany Candeglow Laury Mercier występuje w 5 odcieniach. Mój kolorek to trójeczka – delikatny, miodowy brąz z pół-transparentą poświatą. Najjaśniejszy odcień dostępny w kolekcji, to bardzo jasny beż dający efekt pół-transparentego blasku kremowej bieli. Dużo ciemniejsza wydaje się dwójeczka, jednak odcień jaki daje, jest również jasny, tonacja jest bardziej beżowa.

     

     

     

     

    Zaawansowana technologia wypiekania pudru sprawia, że produkt łatwo łączy się ze skórą i zapewnia jednolity kolor przez cały dzień. Dopasowujące się do koloru skóry pigmenty w połączeniu z rozświetlającymi drobinkami zapewniają efekt miękkich konturów oraz naturalne, świetliste wykończenie makijażu, które przypomina romantyczny efekt światła świec. Niezwykle drobna krzemionka zmniejsza świecenie się skóry jednocześnie nie matując jej.

     

     

     

     

     

    Candeglow Sheer Perfecting Powder – co jest w nim tak zachwycającego, oprócz opakowania i samej zawartości? To efekt, jaki daje oraz to, że można go użyć na dwa sposoby – jako wykończenie oraz do wymodelowania twarzy. Absolutnym zaskoczeniem jest to, że rewelacyjnie utrzymuje sebum w ryzach.

     

    Drugim, ogromnym plusem jest to, że jest całkowicie niewidoczny na twarzy, jedynie co zapewnia, to świetliste wykończenie oraz nadaje ładnego kolorytu cerze. Nie ma wpływu na kamuflowanie rozszerzonych porów tak jak podkład w pudrze Smooth Finish Foundation, ale za to pięknie podkreśla rysy twarzy. Nie pozostawia żadnej pudrowej warstwy. Daje możliwość stopniowania odcienia od bardzo lekkiego, mało widocznego po dość mocniejszy obrys wymodelowania. Mój odcień, czyli #3 świetnie spełnił swoją rolę w podkreśleniu policzków i nadania im lekko brązującego rumieńca. Z kolei nakładając go na puder brązujący stał się rozświetlaczem na policzkach.

     

    Za co polubiłam puder Candeglow?

    • nie pyli, mimo, że jest bardzo drobno zmielony,
    • jest niewyczuwalny na twarzy,
    • nie wysusza skóry,
    • nadaje pięknego kolorytu i ładnie podkreśla rysy twarzy,
    • nie pozostawia żadnej pudrowej warstwy, jest niewidoczny na twarzy,
    • rewelacyjnie wpływa na brak widoczności sebum w ciągu dnia,
    • cera wygląda bardzo ładnie w dzień jak i przy wieczornym świetle,
    • świetny do modelowania twarzy,
    • rozświetla cerę po użyciu pudru brązującego,
    • bardzo dobrze sprawuje się na podkładzie rozświetlającym, nawilżającym jak i matującym.

     

     

     

     

    Candeglow nie zawiera parabenów, jest bezzapachowy i nie zatyka porów. Testowany dermatologicznie,  jest odpowiedni dla wszystkich rodzajów cery. Nie zawiera pędzelka ani aplikatora do nakładania pudru. Do kupienia jest tylko w wybranych perfumeriach Douglas – we Wrocławiu w Magnolia Park oraz w Galerii Dominikańskiej oraz na stronie douglas.pl. Cena i pojemność: 216 zł/ 9 g.

     

     

     

     

    Do makijażu użyłam lekkiego podkładu – Guerlain Lingerie De Peau #02W, pudru rozświetlającego Laura Mercier Candeglow #3, na policzkach dodatkowa warstwa pudru Candeglow, makijaż oczu to paletka cieni z Blockbuster Holiday Set Estee Lauder, maskara Giorgio Armani Eyes to kill, brwi Benefit Gimme Brow #3, na ustach szminka Shiseido Rouge Rouge #714.