Karboksyterapia – jak wygląda zabieg, efekty, zdjęcia przed i po

     

     

    Dawno nie czułam takiej determinacji, jaką czuję dokładnie w tym roku. Z wagą walczę od dobrych kilku lat. Już dawno porzuciłam nadzieję na figurę w rozmiarze S i patrząc realnie na swoje możliwości jedyne, co chcę osiągnąć to waga sprzed 4 laty, czyli 59, 60 kg przy wzroście 167 cm. Niestety, ze zdiagnozowaną insulinoopornością oraz chorobą Hashimoto z przebiegiem 13 lat, gdzie wg usg zostało mi jedyne 1/3 tarczycy, to walka o każde kilo jest o wiele mozolniejsza i trudniejsza. I cały czas szukam wszelkich sposobów na osiągniecie celu.  Nie poddaje się!  Tu chodzi o zdrowie i dobre samopoczucie. 

     

    Tak, nie jest łatwo. Zdarzają się wpadki i zastoje. Był też moment, kiedy triumfowałam, jak zeszłam do 68 kg, ale potem człowiek popełniał podstawowy błąd – nagradzał swoje trudy ciastkiem z cukierni. Efekt?Trzytygodniowy zastój na wadze. 

     

    Od marca wzięłam się konkretnie za siebie. Do osiągnięcia celu służy mi dieta, w której ograniczyłam węglowodany proste, wywaliłam słodycze i słone przekąski. Zaczęłam pić bardzo dużo herbaty z pokrzywy, tak 2 kubki dziennie. Postanowiłam też nabijać jak najwięcej kroków – 200 tys. miesięcznie to moje minimum. Z leków biorę Letrox 15o oraz Siofor 3x 500. 

     

    Obierając taki kierunek nie wpłynęłam znacząco na to, że moje ciało zaczęło się fajnie zmieniać. Owszem kondycja była super, ale nie szło to w parze w wyglądem i kondycją skóry. Potrzebowałam kolejnego impulsu, czegoś, co zacznie wpływać na poprawę skóry. Miałam już dość widocznego cellulitu na nogach, brzuchu i ramionach. Tak, metabolizm miałam w opłakanym stanie. I tak nawinął mi się temat karboksyterapii. Zabiegi w dwutlenkiem węgla miałam wykonywane 2x w tygodniu. Wykonałam 12 zabiegów przez okres 6 tygodni. Czy warto było? Tak, tak i jeszcze raz tak! Ale po kolei.

     

     

     

    Karboksyterapia – co to jest?

    Karboksyterapia to zabieg z użyciem gazu medycznego (dwutlenku węgla), który wtłacza się za pomocą bardzo cienkiej igły do wnętrza skóry na głębokość 2-3 cm objętej nadmiarem tkanki tłuszczowej. Komórki tłuszczowe są bardzo wrażliwe na gaz i dlatego zostaje on przekształcony na gaz węglowy, który uszkadza błony komórkowe i rozpoczyna się rozpad tłuszczu. Organizm chcąc wydalić gaz, usuwa również z nim połączone toksyny i komórki tłuszczowe. Picie dużej ilości wody to obowiązkowy element terapii, przyspiesza to wydalanie toksyn i wspiera efekty zabiegów.

     

    1 zabieg karboksyterapii – wrażenia

    Pierwszy zabieg był bardzo bolesny, okrutnie bolesny! Zwłaszcza w miejscach gdzie było zgromadzone więcej tkanki tłuszczowej. W moim przypadku były to bryczesy. Ból można było porównać do ogromnego pieczenia, tak jakby ktoś polał alkoholem świeżo otwartą ranę. Ból trwa kilka sekund. Można wytrzymać oczywiście, ale dla osób z niskim progiem bólu może to się okazać wyzwaniem. Ten sam przykry ból  miałam również w okolicach rąk. Z kolei karboksyterapia w inne partie ciała, jak np. na brzuchu nie bolała. 

     

     

    Zalecenia po zabiegu

    Tuż po zabiegu nogi są bardzo lekkie. Nie czuć żadnego dyskomfortu. Jeśli chodzi o aktywność to nie zaleca się żadnych, mocno obciążających ćwiczeń, jedynie pozwala się ewentualnie na dłuższy spacer o umiarkowanym tempie. W tym dniu należy również wypić 2-3 litrów wody dziennie. To, jak wiadomo, przyspiesza wydalanie toksyn z organizmu. Skorzystałam oczywiście z opcji spaceru w tym dniu na odległosć 6,5 km i wieczorem choć byłam padnięta to czułam się świetnie.

     

    Efekty po pierwszym zabiegu

    Jeśli chodzi o efekty po pierwszym zabiegu, to przez dwa dni byłam lekko opuchnięta i to niestety przełożyło się na centymetry w talii i pasie. Po 2 cm więcej. Cellulit wyglądał bez zmian. Metabolizm jeszcze nie ruszył. Za to skóra wyglądała na bardzo nawilżoną, pomimo tego, że nie stosowałam w ostatnim czasie żadnych kremów ani olejków do ciała. Siniaczki? Tylko jeden. Trzeciego dnia opuchnięcie zeszło. Wpływ na naczynka krwionośne – żadne.

     

    2 zabieg karboksyterapii – wrażenia i efekty

    Drugi zabieg już tak dramatycznie nie bolał. Wiedziałam już z czym się zmierzyć. Nawet na obszarach tych bardziej wrażliwych na ból było znośnie. Na drugi dzień po zabiegu zmierzyłam swoje obwody i z radością odnotowałam drobne spadki. W talii -2 cm, w pasie -1 cm, w prawym udzie -0,5 cm, w lewym udzie -1 cm. Na wadze tylko 0,2 dag mniej. Skóra na brzuchu zdecydowanie bardziej gładsza i napięta. Na nogach cellulit bez zmian. 

     

    Sprzęt, na którym wykonywano karboksyterapię jest marki Medika.

     

     

    12 zabieg karboksyterapii – efekty

    Efekty po 12 zabiegach są super! Widzę, jak zmniejszyła się ilość tłuszczyku na plecach. Cellulit zmniejszył się o jakieś 60-70%: na udach, brzuchu i ramionach. Jestem smuklejsza, widać większe wcięcie w talii. Jakość skóry poprawiła się o 90%. To mega wynik! Takie zauważalne efekty widziałam już dokładnie po 7 zabiegu karboksyterapii.

     

    W międzyczasie miałam też wykonywany zabieg lipolizy, ale mając tylko jeden zabieg nie wpłynęło to na poprawę wyglądu skóry. Podobnie wyglądała sprawa z Icoonem, którego też miałam tylko raz. Jedynie co zauważyłam, to na drugi dzień lekkie pobudzenie i to wszystko. 

     

     

    Miejsce, gdzie wykonywałam zabiegi

    Miejsce, w którym wykonałam serię zabiegów karboksyterapii to Studio Estetyki Marty Rybarkiewicz, które znajduje się niecałe 3 km od Wrocławia, a dokładnie w Krzeptowie na ulicy Tymiankowej. To właśnie tutaj, dyplomowany lekarz, doktor Marta Rybarkiewicz odmładza mój wygląd i dba o skórę twarzy i szyi. Tu też powiększałam sobie usta. Jestem zadowolona z efektów i polecam panią doktor z czystym sumieniem i całym przekonaniem. 

     

    Czy powtórzę zabiegi? Oczywiście, że tak! Efekty jakie dała mi seria zabiegów bardzo zmotywowała mnie do tego, by we wrześniu lub wcześniej powtórzyć cały cykl.