Sephora Box – wrzesień 2019

     

     

    Po raz pierwszy w przypadku tej edycji Sephora Box miałam spory mętlik w głowie – jaką ocenę mam wystawić za wrześniowe pudełko? Czy ta zawartość tylko na pierwszy rzut oka wydaje się mało ciekawa, czy może przyglądając się miniaturom nieco dłużej dojdę do wniosku, że jest całkiem nieźle? Pierwsze wrażenie było bardzo rozczarowujące. Tylko to, i takie? Takie miniatury? Prawie żadnych nowości? Nic? Potem zajrzałam jeszcze raz do pudełka starając się nie bazować na poprzednich odczuciach. Tłumaczyłam sobie, że zapewne ten Sephora Box powstał z myślą o statusie bestsellerów i wtedy otrzymujemy zupełnie inną bajkę.

     

    Można być zadowolonym. Ale na siłę. Owszem, każdy z tych produktów mniej lub bardziej się przyda i zużycie ich przyjdzie z dziecinną łatwością, ale chyba klimat Sephora Boxu zbacza mocno z kursu. Było dobrze, a jest chyba coraz słabiej. Mamy dwie, no może trzy nowości, a reszta to premierowe produkty z zeszłego sezonu i kilka standardów. No więc zajrzyjmy do środka.

     

     

    Sephora Box – zawartość pudełka

    • Benefit – produkt do brwi Gimme Brow #3 (1 g)
    • Sephora – mini maskara Outrageous Volume (2,5 ml),
    • NARS – mini maskara Climax (1,8 g)
    • Clinique – żel nawilżający (15 ml),
    • Sephora – płyn dwufazowy do demakijażu oczu, 
    • D’Alchemy – intensywny olejek do pielęgnacji twarzy (5 ml),
    • Too Faced – mini baza pod makijaż,  Primed and Peachy (5 ml), 
    • Paco Rabanne – Lady Milion Empire (5 ml),
    • Urban Decay – miniatura sprej’u do utrwalania makijażu (15 ml)

     

     

    Podsumowanie

    Punkt za dwie nowości, za ładny zapach, punkt za dobrą maskarę – NARS oraz dodanie super produktu Urban Decay i punkt na zachętę. I duży minus za powtarzalność produktów. Nie było żadnej mini kredki, pomadki, błyszczyka, czy miniatury najnowszego podkładu, a przecież tyle ich się ostatnio pojawiło. Oj słabo, słabo.

     

     

    Ogólna ocena 4/10