Cartier La Panthere

     

    Zapachy marki Cartier to perfumy nietuzinkowe. Marka nie podąża ślepo za trendami uderzającymi w słodką woń cukrowych kwiatów w karmelowej polewie, gdzie grupą odbiorców są „wszyscy”. To kategoria dystyngowanych kompozycji zapachowych.  Inaczej mówiąc – zapachy z innej epoki lub dla wytrawnych nosów, zależnie w której kategorii odbiorców się znajdujesz.

     

    La Panthere jako woda perfumowana w pierwszym skojarzeniu przypomina zapach, który mógłby mieć swój początek 30 lat temu. Gdzieś w oddali przypominam sobie perfumy Rochas Byzance, bo ten charakterystyczny kwiatowy szypr lat 80. jest tym wspólnym mianownikiem. La Panthere nie jest nowoczesną formą zapachów z tamtych lat. Kreacja z tego okresu jest mocno zachowana, więc jest to zapach szczególnie dedykowany koneserkom.

     

     

    Zapach

    Gdyby nie patrzeć na nuty w kompozycji, to pierwsze kilka sekund jest bardzo trudne do odgadnięcia. Panuje pewna spójność kilku składników zapachowych. Dopiero po chwili pachnie mocniej jeden z nich – szyprowa truskawka  (ta podobna z Miss Dior Cherie z 2005 roku). Krótki moment i o truskawce zapominam, bo mocno wybija się kwiatowa woń. Celowałabym w konwalię, ale jej w składzie nie ma. To kwiat pomarańczy daje się we znaki, a na końcu w tle lekkim ziołowym akcentem jest nuta anyżu. Początek jest bardzo krótki bodajże 10 sekundowy wstęp i otwiera się baza serca: kwiaty wiodą prym w kompozycji. Przez ylan-ylang wydaje mi się, że czuję kwiat neroli. Niestety wydaje mi się, bo go w składzie nie ma. To połączenie gardenii z różą zmyliło mój nos. Kompozycja jest pełna niespodzianek, co czyni ją tajemniczą i trudną do odgadnięcia. La Panthere jest na tyle różnorodna, że nie sposób przewidzieć reakcji. Każda kobieta może wyczuć w niej coś innego i odebrać ją na swój własny sposób. To ciekawe doświadczenie. Niewątpliwie jest to zapach godny poznania, a kiedy nasza dojrzałość osiągnie pewien etap w życiu, może być tym jedynym, którym będziemy chciały pachnieć.

    Dla kogo?

    Zwykła śmiertelniczka może  zapomnieć o La Panthere. Kogo w takim razie widzę w tym zapachu? Wytworną damę, wielbiącą paryski szyk otaczającą się barokowym stylem. Kobietę z rodu królewskiego lub Francuzkę posiadającą polskie korzenie wciąż pięknie mówiącą po polsku z wkradającym się francuskim akcentem. Ma ogromny dorobek po przodkach. Ubiera się tylko w kreacje haute couture i jej ogromną pasją jest uczestnictwo w akcjach charytatywnych, w których nie raz była inicjatorką.