Hollywood Box to kolejna edycja pudełka z miniaturami, która znów w rażąco limitowanej ilości była do zdobycia jako gift przy zakupie czegokolwiek z Sephora.pl za min. 200 zł  Mimo, że oferta była ważna do 28 lutego, to kupując coś w dniu otrzymania mejla z tą ofertą, box jak zwykle rozszedł się jak świeże bułeczki. Czy był aż tak warty zakupu? Zobacz i oceń sama.

Tym razem w pudełku nie 14 rozmaitych próbek, tylko skromnie 10 sztuk:

  • Rexaline krem Hydra Dose i to aż o pojemności 15 ml, a nie jak jest napisane w broszurce 10 ml.  Znakomity krem, tak samo jak serum, które potrafi naprawić bardzo przesuszoną jak papier skórę twarzy. To konkretna dawka kwasu hialuronowego. Produkty marki Rexaline powstają w laboratoriach Estee Lauder. Przyznam, że to największy przysmak tego boxu.
  • Kolejnym pielęgnacyjnym produktem jest marka, która od niedawna zagościła w polskiej perfumerii Sephora – Origins. Wybór padł na maseczkę Drink up 10 Minute Mask To Quench Skin’s Thirst, a nie jak podano w broszurce żel do twarzy Cheeks and Balance. Maseczka ma dość skromną ilość – 7 ml i podejrzewam, że wystarczy na jedno  użycie.
  • Tym razem ktoś pomyślał o posiadaczkach cer tłustych i mieszanych. Dodali bazę wypełniającą pory i zmarszczki o pojemności 5 ml. Jestem ogromnie ciekawa tego produktu, bo zauważyłam ogromną tendencję do coraz lepszych jakościowo kosmetyków marki Sephora.
  • Jako produkt kultowy pojawił się Benetint 2,5 ml – róż w płynie do ust i policzków. Dość trudny do obsłużenia jak na pierwszy raz i warto trochę poczytać o nim, by uniknąć rozczarowania. Poza tym, to wolę jak pojawiają się próbki Marca Jacobsa niż Benefit.
  • Puder krzemionka – bestseller perfumerii – najczęściej wybierany puder sypki do wykończenia makijażu przez klientów perfumerii Sephora. Mimo, że jest go zaledwie 1 gram, to taka ilość może zaskoczyć wydajnością. Cieszę się, że trafił do pudełka, będę mogła go sobie porównać z podobnym produktem jaki oferuje Smashbox.
  • Teraz temat odżywek. Baza pod tusz, to nowość marki Smashox, która całkiem niedawno pojawiła się na półkach. Poprzednia wersja tej bazy nie była udana, dlatego jestem ogromnie ciekawa, czy doścignie mój ideał z Make up for ever, który prawdopodobnie został wycofany, bo coś nie mogę go namierzyć.
  • Druga odżywka jaka zaistniała w Hollywood Box jest marki The Fix  -pojemność 4 ml. Takie rzeczy są zawsze mile widziane przeze mnie, więc jestem pełna wygórowanych oczekiwań.
  • Od kiedy pojawił się nowy zapach Jimmy Choo – Illicit, to zawsze zapominam go poznać przy okazji bycia w perfumerii Sephora. Teraz na spokoju w domowym zaciszu przyjrzę się jak pachnie i dam znać, czy to nie kolejna słodka do bólu wersja kwiatowego karmelu z wanilią.
  • Nowe pomadki Givenchy to świetna propozycja w tym zestawie. Na jedną niedawno się  skusiłam i wciąż jestem nią oczarowana.
  • Puder brązujący Too Faced został chyba dołączony albo z powodu: a) ktoś nie wiedział, że był już w poprzedniej edycji Sephora Box, b) ktoś całkowicie nie miał pomysłu, co dołączyć jako 10-ty produkt. Myślę, że zamiast niego mógłby być najnowszy podkład, np Dior Forever. I jeszcze jedno! W poprzedniej edycji Chocolate Soleil zawierał 4 gramy, a ten ma zaledwie 2,5 g i kartonikowe opakowanie.

Mam nadzieję, że zgodzisz się ze mną, że nie jest to jakiś super wartościowy Sephora Box, a nadanie mu tytułu Hollywood jest mocno przesadzone. W poprzedniej edycji sama ulotka była bardziej zbajerowana i osoba, która ją wymyśliła była naprawdę kreatywna. I pudełku było takie special for you. W tej serii robota została wykonana albo na szybko, albo na odwal się, bo te dwa błędy w broszurce oraz dobór kosmetyków w stosunku do nazwy skazują ten box na marne 5/10 punktów. Poprzedni zyskał u mnie punktację 9/10. A Ty, jak oceniasz Hollywood Box?

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz – dlaczego perfumeria Douglas nie stara się stworzyć konkurencji dla SephoraBox?