Smoke Balm | The Balm

     

    Marka The Balm znana jest blogosferze kosmetycznej znacznie dłużej niż mi. Miałam nie raz wielką chęć na ich róże i pudry brązujące. Jednak nie wiedząc czemu, jeszcze nie miały okazji trafić do mojej kosmetyczki. Co innego cienie do powiek oraz maskara do rzęs. Od kilku tygodni mam w użytku te dwa produkty i przyznam, że popełniłam ogromny błąd przekładając w czasie poznanie kosmetyków tej marki. 

     

    Cienie do powiek, zwłaszcza te, które są dedykowane do smoky eye bardzo często mają tendencję do osypywania. Dla jednych nie jest to problemem, żeby użyć na koniec pędzelka i zetrzeć to, co się osypało pod okiem, na drugich, zwłaszcza gdy w grę wchodzi czas, może to być problem, dlatego warto mieć w swojej kosmetyczce takie cienie, których możemy być pewne, że na pewno unikniemy problemu z osypywaniem. Cienie do powiek Smoke Balm idealnie wpisują się w standardy idealnych cieni. Zero osypywania to ich główna cecha.

     

    Kolejną zaletą jest to, że są bardzo dobrze napimentowane i z taką łatwością wykonuje się nimi makijaż oczu.  Są tak niesamowicie podatne na rozcieranie. W ten sposób można nimi uzyskać nawet delikatny efekt. Im dłużej trwa rozcieranie, tym cień bardziej staje się subtelniejszy, nie tracąc przy tym na pięknym, zmysłowym smoky eyes. 

     

     

    Paletka Smoke Balm (klik) – jak zapewne zauważyłyście na zdjęciu – zawiera 3 klasyczne odcienie do smoky eye. To nie jedyne zestawienie kolorystyczne. Marka The Balm oferuje również zestaw ciemnej zieleni, ciepłego brązu oraz beżu. Mnie bardziej przypadła do gustu paletka z migocącą czernią, popielatym brązem oraz iskrzącym cieniem rozświetlającym. 

     

    The Balm Tall, Dark and Handsome

    Oprócz cieni do powiek The Balm użyłam również czarnej kredki, którą podkreśliłam górną i dolną linię wodną oka. To mój standardowy krok w makijażu. Podobnie jak maskara do rzęs. To pierwsza, silikonowa szczoteczka do której się przekonałam. Każda jedna wcześniej dawała to nieprzyjemne uczucie drapania powieki. Ta jest inna! Ta tego nie robi, więc polecam ją każdej pani, która zechciałaby kiedyś przekonać się do silikonowych szczoteczek, ale ma za sobą same nieudane próby. W przypadku tej, the Balm Tall, Dark and Handsome możemy być bardzo pozytywnie zaskoczone. Jedno pociągniecie tuszem wystarczyło mi, aby uzyskać efekt, jakiego oczekuję – kruczoczarne, błyszczące rzęsiska, wydłużone i lekko podwinięte. No i genialnie rozdziela. Trwałość super. Demakijaż również nie stanowi problemu pod warunkiem, że użyjemy płynu z dwufazową formułą.

     

    Dostępność i cena

    Kosmetyki The Balm są dostępne stacjonarnie w popularnej sieci perfumerii, ale ze względu na znacznie korzystniejszą cenę polecam wybrać perfumerię online, np. Perfumeria.pl, w której dostaniemy kosmetyki tej marki tańsze aż o 30% – klik

    • Nie dla mnie takie kolory. U mnie klasyczne smoky nie zdaje egzaminu, zdecydowanie wolę wersje w brązach 🙂

    • Ja mam z The Balm aktualnie tylko 3 kosmetyki: Mary, ale to już wiadomo, że klasyk oraz eyeliner, ale nie używam go zbyt często bo wymaga jednak precyzji, a ja zwykle się spieszę, bo do pracy na 7;) Ale za to często używam pudru brązującego The Balm Desert Balm, cudowny, więc jeśli myślisz też o bronzerach to polecam. Ja mam chęć na róż tej marki:)

    • śliczne kolory, takie moje, paletka dla mnie! pozdrawiam 🙂

    • Kompletnie nie moje odcienie 😉