Gdy kosmetyk uczuli – moje sposoby na ratowanie skóry.

     

    Zdarzyło Ci się kiedyś, że kosmetyk do twarzy lub ciała uczulił Twoją skórę? Kosmetyk, po którym w życiu byś się nie spodziewała takiej reakcji?  Zaczerwieniona, piekąca i w dodatku mocno przesuszona oraz szorstka w dotyku. Brzmi znajomo?

     

    Nie ma reguły, który kosmetyk może uczulić, który nie. Nawet znajomość składników kosmetycznych może się przydać tylko w niewielkim stopniu, bo w jednym kosmetyku ten sam składnik może uczulać, za to w innym już nie. Podobnie produkty dermokosmetyczne mogą uczulać. Skóra może zareagować zbytnim przesuszeniem po nadmiernej częstotliwości stosowania płynów złuszczających, bardzo silnie działających piankach do oczyszczania, które mają w składzie sporą ilość kwasu salicylowego w połączeniu z białą glinką (popularnie nazywana kaolin na etykietach INCI), nawet specjalistyczny krem może spowodować silną reakcję uczuleniową, jak np krem do atopowego zapalenia skóry. I taki przypadek ostatnio u siebie odnotowałam.

     

    Silna reakcja uczuleniowa po zastosowaniu 3 produktów

    Zbiegło się kilka rzeczy, które mogły mieć wpływ na moje uczulenie – zbyt mocne dociskanie szczoteczki do twarzy Rival del Loop (tak, ta szczoteczka choć niepozornie wygląda ma ogromną siłę oczyszczania), użycie płatków pod oczy z retinolem oraz użycie po raz pierwszy kremu do AZS. Przesuszenie spowodowała pianka do oczyszczania z zawartością białej glinki (nie sądziłam, że może być tak silna w działaniu), płatki z retinolem położone pod oczami nie od razu spowodowały ogromne opuchnięcie w tym miejscu. Dopiero na drugi dzień, rano jak wstałam zobaczyłam swoją twarz i zamarłam z przerażenia. Ta osoba z lustra to nie byłam ja. Oczy miałam maleńkie, bulwy w miejscu kości policzkowych. Cała twarz była nadmiernie opuchnięta, piekła mnie i była bardzo zaczerwieniona i przesuszona. Gdyby nie plamy na szyi, którą również posmarowałam kremem do AZS, to nie podejrzewałabym, że i to mogło być przyczyną uczulenia. Kremu użyłam w celu uzupełniania bariery lipidowej.

    Co dalej?

    Pierwsze co zrobiłam, to przemyłam twarz sporą ilością zimnej wody. Odrobinę pomogło. Potem sięgnęłam po kostki lodu. Opuchnięcie zaczęło maleć. Z apteczki wzięłam lek antyhistaminowy oraz położyłam grubą warstwę kojącego żelu z aloesem wrocławskiej firmy Arkana – Post Treat Gel, który w składzie ma na pierwszym miejscu aloes, a potem dopiero wodę i pantenol. Zaczerwienienie zaczęło słabnąć. Z godziny na godzinę twarz zaczynała powoli wracać do swoich pierwotnego wyglądu. Musiałam szybko doprowadzić się do porządku, tym bardziej, że miałam pilne spotkanie za 4 godziny, a cała akcja z ratowaniem twarzy zaczęła się o 7 rano.  

     

    Tonikiem EC Lab zmyłam niewielką ilość żelu, która została po Post Treat Gel (skóra przyjęła z wielką ulgą nałożony kosmetyk) i mój problem zaczął znacząco słabnąć. Za to pojawił się kolejny, który zaczął być coraz bardziej widoczny po zmaleniu opuchlizny i zaczerwienia – wysyp kaszaków (albo prosaków). Najwięcej ich było między brwiami a nosem. I tu pomogła maść sterydowa przepisana przez dermatologa, którą miałam już wcześniej wykupioną – Clobederm. W sumie użyłam jej intuicyjnie kilka razy w ciągu dnia. Na drugi dzień była znaczna poprawa, ale dalej problem z zaczerwieniem i piekącymi policzkami pozostał, więc kolejny raz sięgnęłam po Clobederm, a po dwóch godzianach zmywałam to tonikiem EC Lab, spryskiwałam policzki mgiełką Avene, osuszałam papierowym ręcznikiem i nakładałam grubą warstwę żelu Arkana. Było coraz lepiej.

     

    W kolejnych 3 dniach nie nakładałam makijażu, a jedynie cały czas używałam naprzemiennie wspomnianego toniku EC Lab, żelu aloesowego Arkana, mgiełki Avene oraz sprawdziłam sobie kolejny produkt marki Arkana – lotion łagodzący z sakurą i aloesem Sakura Sensitive Lotion. Również zadziałał kojąco łagodząc zaczerwienienie i po dwóch dniach problem zniknął całkowicie.

     

     

    Po tygodniu stosowania tego zestawu naprawczego nie ma śladu po uczuleniu. Wróciłam do poprzednio stosowanej pielęgnacji, stosuję nawet tą samą piankę do mycia twarzy (Glam Glow czarna) oraz nadal używam szczoteczki Rival del Loop i nic się nie dzieje. Ale wciąż boję się użyć jednego produktu, mianowicie Lipikar Baume marki La Roche – Posay.

     

    Czy miałaś kiedyś podobny problem? Jak go rozwiązałaś?