Najlepsze podkłady na rozszerzone pory | 2017

     

     

    To już 3. edycja wpisu o najlepszych podkładach na rozszerzone pory. Na rynku kosmetycznym istnieje mnóstwo podkładów, które obiecują krycie rozszerzonych porów. Kilkanaście z nich wzięłam mocno pod lupę i sprawdziłam, które najlepiej je kamuflują , a które totalnie rozczarowują. Na końcu tego wpisu zamieściłam listę podkładów, które odradzam kupować, ale najpierw zacznijmy od tych must-have!

     

    NARS Sheer Glow

    Podkład Sheer Glow perfekcyjnie wyrównuje koloryt cery naturalnie promiennym wykończeniem, nawilża skórę i pozwala jej swobodnie oddychać. Produkt niezawodnie tworzy naturalny blask, daje świetliste wykończenie przy regulowanym, transparentnym poziomie krycia – wszystko, co producent o nim napisał jest prawdziwe. Doradziła mi go konsultantka Sephory, gdy ją poprosiłam o dobry podkład na rozszerzone pory. Zdziwiłam się, że nie wskazała Matte Velvet. Sheer Glow przepięknie kryje rozszerzone pory. I nie tylko to, ale również wszelkie zaczerwienienia, naczynka, czy nierówności skóry. Rewelacyjnie wygląda na twarzy i jej nie obciąża. Konsystencja jest po prostu fenomenalna, z łatwością się rozprowadza bez względu na rodzaj bazy lub jej brak. Nie wymaga przypudrowania. Z powodzeniem mogą po niego sięgnąć panie, które były zakochane w poprzedniej wersji Double Wear, bo ma identyczną potęgę krycia i jest nieco lżejszy. Jedynie, czego mu brakuje to pompka. Trzeba ją sobie dokupić za 12 zł. Sam podkład kosztuje 199 zł.

     

    Najlepsze podkłady na rozszerzone pory | 2017

     

     

    Burberry Fresh Glow Fluid Foundation

    Podkład Fresh Glow składa się z odbijających światło drobinek, które rozświetlają skórę, nadając jej naturalnego blasku. Kolorowe pigmenty zapewniają promienne, naturalne wykończenie bez efektu maski. Lekka formuła nawilża skórę, pozostawiając ją świeżą i miękką w dotyku. Podkład Fresh Glow wzbogacono o filtr SPF 15 – PA+++. W skład podkładu wchodzi opracowana przez markę Burberry mieszanka dzikiej róży, herbaty i lawendy – w pełni wiarygodny opis, po którym mogę się podpisać. Ten podkład Burberry to najlepszy dowód na to, że podkłady rozświetlające mogą mieć znacznie większy potencjał i moc ukrywania niż niejeden matujący. Fresh Glow oprócz krycia rozszerzony porów pięknie wygładza cerę, nawilża i zapewnia efekt świeżej i wypoczętej skóry twarzy. Jest bardzo lekki, subtelnie rozświetla i ma krycie na bardzo dobrym poziomie. Nie tworzy smug. Rozprowadza się idealnie i to bez konieczności zastosowania bazy. Wymaga przypudrowania, współgra z każdym pudrem – od lekkiego po bardzo kryjący. To najlepszy podkład Burberry. Trwałość do 5-6 godz. Cena 229 zl. 

     

     

    Eisenberg Fond de Teint Correcteur Invisible

    Nawilżenie, gładkość i pełna korekta niedoskonałości to właściwości, które gwarantuje podkład marki Eisenberg. Jest to kosmetyk dedykowany paniom dojrzałym, mającym bardzo wysokie oczekiwania wobec podkładu. Fond de Teint Correcteur ma bardzo dobre krycie. Bez problemu kamufluje  rozszerzone pory oraz tuszuje wszelkie przebarwienia i zaczerwienienia na twarzy. Ma niezwykłe właściwości regulujące nawilżenie skóry. Jest bardzo lekki, położenie go pod oczami nie spowoduje problemu ściągniętej skóry. Posiada filtr 25 SPF PA+++. Bez parabenów. Podkład wymaga przypudrowania bardzo lekkim pudrem. Trwałość do 8 godz. Cena 349 zł.

     

     

    ARTDECO HD Foundation

    Wspominam o nim po raz drugi, bo zasłużył sobie na miejsce wśród najlepszych podkładów na rozszerzone pory. High Definition Foundation Artdeco to brat bliźniak poprzedniej wersji Double Wear (Estee Lauder). Pięknie wtapia się w cerę. Powoduje nieodpartą pokusę podziwiania swojej twarzy w lusterku. Aksamitne wykończenie i nieprawdopodobne wygładzenie struktury skóry twarzy. Jest delikatny dla skóry, nie powoduje ściągnięcia jej. W składzie zawarty jest kwas hialuronowy, który ma za zadanie nawilżać i jest to rzeczywiście odczuwalne. Świetnie radzi sobie z utrzymaniem matu. Nie wymaga przypudrowania. Jest bardzo plastyczny. Trwałość do 6 godz w idealnym stanie. Niedoszły Kosmetyk Wszech Czasów. Cena 125 zł.

     

     

    Make-up Atelier Paris Fluid

    Podkład Make-up Atelier – doskonała doskonałość. Świetny wybór odcieni, każda karnacja, każdy koloryt dobierze swój odpowiedni kolor. Mi się udało dobrać w ciemno idealny odcień – FLW2Y Clear nude. Niesamowita wydajność – wystarczy tylko jedna porcja podkładu, aby pokryć nim cały obszar twarzy omijając strefę pod oczami. Kryje wszystko. Pięknie ukrywa rozszerzone pory i wygładza strukturę twarzy. Cera wygląda jak z okładki magazynu dla kobiet. Nie podkreśla żadnych wad cery. Po 5 godzinach delikatne widoczne sebum, ale też nie zawsze. Znakomity do sesji fotograficznej. Ponoć może wpływać na zapychanie cery, jednak u mnie się to nie potwierdziło. Myślę, że przy demakijażu twarzy wieczorem warto sięgnąć po maskę oczyszczającą w celu dogłębnego oczyszczenia skóry z resztek podkładu. Cena podkładu 120 zł.

     

     

    Guerlain Lingerie de Peau Skin Fusion

    To podkład, który ma niesamowite właściwości udoskonalające cerę pod każdym względem. Polecałabym go paniom, które nie tylko borykają się z cerą z rozszerzony porami, ale również narzekają na suchą i odwodnioną cerę. Na zimę jest idealny. Nadaje bardzo świeży efekt skórze, rewelacyjnie wygładza i fenomenalnie tuszuje rozszerzone pory. Nie podkreśla żadnych niedoskonałości. Zmiękcza skórę, nawilża i chroni ją filtrem o mocy 20 SPF. Genialny wybór kolorów (na zdjęciu odcień 02W), od niedawna kolorystyka dostępnych odcieni zwiększyła się o takie, które idealnie wpisują się w koloryt cery Polek. Ma świetne krycie. Lingerie de Peau Skin Fusion ma jeszcze jedną świetną zaletę – potrafi tak dobrze wtopić się w skórę, że cera wygląda jak wymuskana, a podkład jest niewidoczny i niewyczuwalny. Trwałość na bardzo dobrym poziomie – do 8 godzin. Dwie porcje podkładu w zupełności wystarczą na pokrycie twarzy fluidem. Cena 259 zł.

     

     

    Re(marc)able

    To chyba pierwszy podkład, który dzieli kobiety na te, które go kochają i na te, które go nienawidzą. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, choć na początku myślałam, że na wspólną miłość nie ma szans. Po obejrzeniu video na YT, gdzie Gilbert Soliz – główny makijażysta Marc Jacobs Beauty malując modelkę zupełnie inaczej nabiera i nakłada podkład. Postanowiłam skopiować jego technikę oraz narzędzie do aplikacji i okazało się, że tylko tym sposobem można ten podkład Re(marc)able uczynić ideałem – najlepszym podkładem dla cery z rozszerzonymi porami. Po pierwsze, podkład najpierw powinno się nałożyć na dłoń, a potem sięgnąć po pędzel z miękkim włosiem, może to być firmowy Marc’a Jacobsa – Face II lub taki, który się nadaje do kremowego różu, np Zoeva #128 Cream Cheek. Dopiero tym pędzlem i taką aplikacją zrozumiałam, co Marc Jacobs najlepszego dla nas stworzył.  Trwałość fantastyczna, gładkość cudowna, aksamitna cera gwarantowana. Rewelacyjnie się rozprowadza. To również ideał do zdjęć makijażu twarzy. Dobór odcieni 10/10. Cena 195 zł.

     

    Dior Diorskin Forever

    Wreszcie się doczekałam nowej – już 3.wersji tego podkładu. Ma ona bardzo wiele wspólnego z tą, która była 8 lat temu tylko, że jest jeszcze lepszy. Ma niesamowitą plastyczność, trwałość. Pięknie wtapia się w cerę dając efekt zdrowej i promiennej cery. Perfekcyjne krycie rozszerzonych porów. Kamufluje każde zaczerwienienie oraz doskonale ukrywa przebarwienia. Wydajność na pięć z plusem. Jedną porcją podkładu jestem w stanie pokryć całą twarz, a na koniec nie muszę jej wcale pudrować, bo Diorskin Forever prezentuje się doskonale. Kolejnym plusem podkładu jest to, że ma właściwości dopasowujące się do kolorytu cery. Marka Dior oferuje aż 12 odcieni, z czego aż 4 to bardzo jasne. Posiada bardzo wysoki filtr – 35 SPF PA+++. Trwałość genialna – do 8 godz w idealnym stanie. Cena 225 zł. 

     

    Najlepszy puder sypki do cery z rozszerzony porami

    Diorskin Nude Air Loose Powder #012

    Jest kilka bardzo dobrych pudrów do wykończenia makijażu twarzy, ale polecam ten najlepszy – to Diorskin Nude Air. To jest absolutny hit hitów i must have. Nadaje twarzy przepiękny woal. Rozświetla skórę i niesamowicie odbija światło. Delikatnie matuje skórę tworząc gładkość doskonałą. Jest niezwykle lekki. Odcień 012, czyli Rose/Pink ma niezwykłe właściwości zmiękczające rysy twarzy, ożywia zmęczoną i poszarzałą skórę. Nadaje się również pod oczy. Nie ma żadnych predyspozycji do różowienia cery. Trwałość od 4-6 godz. Cena 245 zł/16 g.

     

     

     

    Na koniec wymienię jeszcze listę podkładów, które mocno mnie rozczarowały. Miały kryć pory, jednak albo tego nie robiły, albo znalazłam w nich taką wadę, która kategorycznie ten podkład dyskwalifikowała. O to one:

     

    • Make-up Studio Professional Fluid Foundation Covering – byłam przekonana, że będzie to tańsza wersja słynnego Makeup Atelier. Łączy ich podobna dostępność online. To bardzo dziwny podkład. Pierwszy raz, od niepamiętnych czasów musiałam nałożyć kolejną warstwę podkładu, bo pierwsza nie wystarczyła dając efekt prześwitów. Nie ukrywa rozszerzonych porów, nie wygładza cery. Kryje wszystko przy drugiej warstwie, ale mimo to, w jakiś sposób rozświetla twarz, co mi nie do końca odpowiada. Po 15 minutach od nałożenia uwydatnia najmniejsze bruzdy, zwłaszcza te nosowo-wargowe ( wydawało mi się, że ich nie mam). Wygląd czoła pozostawia wiele do życzenia. Jednak najdziwniejszą rzeczą w tym podkładzie jest, że cera dopiero od godziny od nałożenia wygląda ładnie – być może jest to jedyny podkład na świecie, który potrzebuje aż tak długiego czasu na pełne zintegrowanie się ze skórą twarzy.

     

    • Smashbox Studio Skin – po zmianie formuły, podkład Studio Skin stał się niemal identyczny jak nowa wersja Estee Lauder Double Wear, a czytałam, że wielu osobom przestała się podobać po tym, jak zmienili formułę. Studio Skin miał być bardziej nawilżający, ja jednak nie zauważyłam żadnego nawilżenia, tylko to, że pozostawia lepiącą warstwę na twarzy. Nie stapia się z cerą, nie koryguje mankamentów, nie rozświetla, tylko świeci się jakbym nałożyła podkład liftingujący – ciężki, toporny i klejący. Nałożenie pudru nie wpływa pozytywnie na efekt końcowy. Studio Skin stracił również na trwałości – z 8- godzinnej na 3- godzinną. Szkoda.

     

    • NARS Matte Velvet Skin Tint – miałam ogromne nadzieje co do tego podkładu. Łączy w sobie dwa magiczne słowa w nazwie – matte i velvet. W chwili nałożenia mogę odnotować pełen zachwyt, nawet dwie godziny po aplikacji również. Pięknie wygładza nierówności, znakomicie kamufluje pory, ale potwornie wysusza. Pod koniec dnia na policzkach mam kilka – nowo-powstałych – wysuszonych skórek, których rano nie miałam. Nawet po zmianie pielęgnacji tego problemu nie da rady uniknąć. 

     

    • Burberry Cashmere – samodzielnie nałożony pod pielęgnację wcale nie gwarantuje efektu nieskazitelnej cery. Nie łatwo mu utrzymać matową cerę na długi czas. Nie należy do podkładów łatwych w aplikacji, konieczne jest użycie bazy Fresh Glow Fluid, która potrafi zdziałać cuda z praktycznie każdym podkładem. Dzięki tej bazie można z powodzeniem wyciągnąć cały potencjał z podkładu.

     

    • Lancome Teint Idole Ultra Cushionnowy, intensywnie kryjący podkład Teint Idole Ultra Cushion oferuje błyskawiczny, długotrwały efekt nieskazitelnej cery o aksamitnym wykończeniu – i tu mamy doskonały przykład na to, jak producent potrafi się zagalopować ze swoim opisem podkładu nie sprawdzając, czy tak faktycznie jest. Jedyne wyrażenie, które się tu zgadza to słowo nowy. Na pewno błyskawiczny nie jest. Konsultantka Lancome, która mi go nakładała robiła to bardzo długo. Widać było, że podkład wcale dobrze nie współpracuje z cerą. Konieczne były poprawki. 10 minut nakładania podkładu to stanowczo za długo. Długotrwały efekt, czyli dwie godz. Aksamitne wykończenie? Na pewno nie, to klasyczna nawilżająca formuła bez jakichkolwiek cech korygujących cerę z niedoskonałościami. Aby ukryć wszystko potrzeba całego arsenału do kamuflażu. Sam Teint Ultra Cushion sobie nie poradzi. Po dwóch godzinach cera świeci się bardzo nieestetycznie, widać było, że cera nie oddycha pod nim swobodnie. Nie kamufluje rozszerzonych porów. Jednak najgorszą wadą tego kosmetyku jest wybór odcieni. Cztery na krzyż i nijak pasujące pod karnację Polek – albo za różowe, albo za ciemne.

     

     

    Mam nadzieję, że mój wpis ułatwi wybór niejednej pani z problemem rozszerzonych porów. Jeśli jednak powyższa lista okazała się niewystarczająca, to polecam również mój poprzedni wpis na ten temat. Jest wciąż tak samo aktualny KLIK.