HAUL – październikowe zakupy

     

     

    W poprzednim miesiącu nie miałam wielkich szaleństw zakupowych. I pomimo, że w perfumeriach Sephora zalała nas cudowna fala nowości, to postanowiłam jedynie skusić się tylko na dwie rzeczy. I patrząc na moje zakupowe łupy w październiku to widać wyraźnie – miałam wielką zajawkę na paletki do cieni.

     

    Głównie to polowałam na odcienie zieleni w paletkach, chciałam również aby nie zabrakło granatów, brązów, szarości, czy klasycznej, matowej czerni. Nie chciałam, aby w palecie większość kolorów stanowiły różowe odcienie, które dominują w danej paletce. Szczerze – mam już ich dość. I to wszystko przez Instagram i You Tube. Tak jakby nie było innych ciekawych cieni. Co z zielenią khaki albo iskrzącym granatem w połączeniu z beżową pomadką? Czy taki makijaż nie jest o wiele przyjemniejszy dla oka niż te jaskrawe makijaże w odcieniach czerwieni i różu na całej powiece aż po łuk brwiowy? Na szczęście ta fanaberia dotyczy tylko kanałów social media. Cieszę się, że kobiety w realu tak się nie malują. Przynajmniej we Wrocławiu. 

     

    Ale oczywiście o gustach się nie dyskutuje 🙂

     

     

    ShoppinG

    Jedynym odstępstwem od moich wyżej wymienionych kryteriów była paletka FENTY BEAUTY – Killawatt Foil. Kliknęłam ją po prostu spontanicznie, z ciekawości. I prawdę powiedziawszy, nie mam jeszcze pomysłu na makijaż z jej udziałem. Za to patrząc na moje pozostałe paletki, to przychodzi mi tylko jedno podsumowanie – to były mega udane zakupy! Co zatem kupiłam?

     

    FENTY BEAUTY

    Opis paletki potrafi uwieść – to paletka cieni inspirowana mrozem. W środku jest tylko 7 cieni, dość sporych rozmiarów, bo gramatura pojedynczego cienia wynosi 2,8 grama. 3 kolory z paletki z powodzeniem można użyć do rozświetlenia kości policzkowych. W środku paletki znajduje się sporych rozmiarów lustereczko, to duży plus. Myślę, że KILLAWATT FOIL będzie idealna na Sylwestrową noc i karnawał. Cena 199 zł.

     

     

     

    Kat Von D

    Ta paletka cieni od Kat von D urzekła mnie odkąd ją zobaczyłam na prezentacji nowości – Fetish Eyeshadow Palette. W środku aż 24 kolory urzekających cieni. Przepięknie wykonana z zewnątrz jak i w środku. Wspaniały wybór kolorów od beżu, szarości, brązów, zieleni, granatu, czerni aż po fiolety i złoto.

     

    Paletka jest limitowana i wciąż dostępna na sephora.pl. Naprawdę szczerze Wam polecam jej zakup. Cena 255 zł. 

     

    eyeshadow KatvonD

     

    MORHE

    To marka, która zaczęła mnie bardzo intrygować. Najpierw skusiła mnie paletka 35M. Jak nazwa sama wskazuje jest w niej 35 zjawiskowych odcieni. Spodobała mi się ze względu na kolory zieleni i fioletów. Nie zabrakło w niej matowej czerni Black Magic, która służyć mi będzie do podkreślania linii wodnej oraz malowania subtelnej kreski. Jest w niej też ciekawa gama ciepłych brązów. Będą one idealne do zestawienia ich z czernią. Cena 179 zł.

     

    Bardzo szybko po zakupie 35M skusiłam się na kolejną paletkę tej marki. Tym razem wybór padł na 39A. Jest jeszcze większa od poprzedniej i ma mnóstwo fantastycznych kolorów, od turkusów, granatów, po ogromną ilość brązów, wrzosów i zieleni. Cena 219 zł. 

     

    Chodziły za mną  pędzle do makijażu oczu. Takie idealnie skrojone i znalazłam, to zestaw 12 pędzli marki Morphe – Morphe 12 Piece Eye-Credible Set 702 za 169 zł. I niech Wam nikt nie wmówi, że kupowanie zestawu pędzli mija się z celem. Ten zestaw jest dowodem na to, że można taki kupić i każdy z nich będzie rewelacyjny!

     

    W necie można oczywiście znaleźć jeszcze taniej, ale zdaje się, że na pojawienie się w magazynie przyjdzie długo czekać. Na zdjęciu jest 10 pędzli z całego zestawu, a to dlatego, że dwa są w praniu i nie załapały się na sesję zdjęciową. 

     

    Zakupy zrobiłam na stronach sephora.pl i na LookTop.pl