Styczniowy HAUL | MAC

     

     

    Wyobraźmy sobie taką sytuację: widzisz na stronie sklepu online, nie byle jakiego – jednego z Twoich ulubionych, że wciąż wisi zniżka 20%. Wiesz, że taki rabat to bardzo rzadki okaz. Co gorsza, zaważasz, że właśnie pojawiły się nowości! Do tego masz włączone forum na wizaz.pl i czytasz z wypiekami na twarzy wątek o kosmetykach MAC. Co robisz?

     

    a) wychodzisz ze sklepu online i wyłączasz komputer dumna ze swej silnej woli,

    b) korzystasz ze zniżki w ostaniej minucie trwania promocji i kupujesz kilka nowości,

    c) kupujesz, a potem ewentualnie nie odbierasz zamówienia.

     

    Moja odpowiedź brzmi: B. W ostatniej chwili moja silna wola mnie pokonała i to dwukrotnie. Niczego nie planowałam, ale jak zobaczyłam bronzer oznaczony nazwą Cool Brown, wtedy puściły wszystkie hamulce. Miał być tylko jeden bronzer, ale potem… hmm kolekcja Caitlyn Jenner wygląda całkiem obiecująco, dobrałam błyszczyk oraz dawno planowaną konturówkę do ust w odcieniu Whirl. 

     

     

    Compassion  – w pełni udany zakup w ciemno. Opis cool brown nie do końca mi tu pasuje. Co ciekawe, swatch na palcu wygląda dość żółto,  na dłoni z kolei idzie nieco w rudy odcień brązu, ale za to na twarzy daje efekt przepięknej, śniadej cery. Dla mnie bomba!

     

     

     

    W  kolekcji MAC Caitlyn Jenner do wyboru są 3 błyszczyki Cremesheen Glass: Kindness (złoty), Tolerance (koralowy róż) oraz Beautifully Bare (koralowy nude). Mnie spodobał się pierwszy wymieniony – dawno nie miałam takiego odcienia i z tyloma mieniącymi się drobinkami.

     

    Byłam bardzo bliska zakupu pomadki Rockit, ale znając liczbę moich szminek, stwierdziłam, że sporo ryzykuję i mogę powtórzyć kolor. Trochę żałuję, że nie kupiłam. Tak mnie ta zniżka rozpieściła, że teraz ciężko jest coś kupić bez zniżki. 

     

     

    Zaciekawiły mnie również najnowsze pomadki Retro Matte Liquid Lipcolour w nowych odcieniach. Mi wpadły dwa kolory do koszyczka – Cafe au chic oraz Burtn Spice. Oba wybrałam w ciemno. Mimo, że na zdjęciu wyglądają wręcz identycznie, to na ustach okazały się zupełnie inne. Niedługo pokażę z bliska i napiszę, co o nich myślę.

     

     

    Róży do policzków nigdy dość, ale ten z kolekcji Caitlyn nie porwał mnie na tyle, by go kliknąć. Za to ten z kolekcji Chinese New Year – Dame, wzbudził we mnie ciekawość. Przygaszony koralowiec. Na makijaż z jego użyciem zapraszam w przyszłym tygodniu. 

     

     

    I to by było na tyle. Teraz z wielką niecierpliwością wypatruję nowych kolekcji w perfumeriach, a póki co latam po wyprzedażach i przyznam, że jeśli chodzi o kosmetyki to bardzo słabo w tym sezonie wypadają. Nie ma na co polować.

    Tagi: ,