Minimalistyczne podejście do pielęgnacji włosów

     

     

    Patrząc wstecz do moich wpisów dotyczących pielęgnacji włosów, nie mogę wyjść z podziwu, jaka to ilość kosmetyków towarzyszyła mi w tygodniu aby włosy utrzymać w nienagannym stanie. To i tak kropla w morzu w porównaniu do tego, co stosowałam. W momencie, kiedy na mojej czuprynie gościł kolor blond, za wszelką cenę chciałam utrzymać go w popielatym odcieniu. Za każdym razem, kiedy włosy nabierały chłodnego odcienia wszelkimi kosmetykami neutralizującym ciepłe refleksy, musiałam ratować ich z przesuszenia maskami i mocno regenerującymi odżywkami.

     

    Poznałam wtedy mnóstwo świetnych kosmetyków i szamponów, ale najgorszym skutkiem tych eksperymentów była kwestia budżetowa. Porfel jęczał! Miesięcznie szło na fryzjera i kosmetyki ponad 300 zł. To była spora przesada, dlatego wróciłam do ciemnych włosów, ale i tak nadal w łazience tkwiła za duża ilość kosmetyków do włosów.

     

    Co wybrać? Minimalizm, czy tuzin kosmetyków w łazience?

    Nie wyobrażałam sobie, że pojęcie minimalizmu może dotyczyć tej sfery. Póki się nie przekonałam na jednym produkcie, że takie rzeczy są możliwe. Dzięki niemu zorientowałam się, na czym może polegać tajemnica pięknych włosów i sposób, aby mojego fryzjera nie korciło przycinanie końcówek. Od dawna marzyło mi się je zapuścić. Jednak za każdym razem, gdy siedziałam na fotelu w Saloniku na placu Kościuszki, Marcin stanowczo nie pozwalał mi zejść z moimi rozdwojonymi końcówkami. W końcu nadszedł przełom! Marcin zauważył ogromną różnicę i ściął mi tylko grzywkę.

     

     

     

    Save the Day Daytime Protective Repair Fluid marki Bumble & Bumble to regenerujący balsam, który zaczął zmieniać moje włosy po dwóch tygodniach codziennego stosowania.

     

    Jak go stosuję?

    Nakładam go tuż zaraz po umyciu włosów i przystępuje do suszenia i modelowania ich. Pierwsze, co daje się momentalnie zauważyć, to przepiękny zapach tego kosmetyku. Fluid ma idealnie lekką formułę. 5 porcji pompuje na dłoń. Wgniatam go we włosy, po czym rozczesuję je szczotką z włosiem z dzika marki Hercules Sagemann. Fluid ułatwia rozczesywanie, a podczas suszenia i modelowania odbija włosy od nasady. Save the Day Daytime Protective Repair Fluid przede wszystkim genialnie nawilża włosy, co staje się zauważalne po 14 dniach używania. W następnym tygodniu włosy utrzymują swój piękny wygląd i produkt można stosować doraźnie, ale nie rzadziej niż co drugi dzień. 

     

    Fluid nie obciąża moich delikatnych włosów, nie powoduje swędzenia skóry głowy. I co najważniejsze, podczas stosowania nie zauważyłam ich wypadania. Nie analizowałam składu, ale spostrzegłam, że szybciej zaczęły rosnąć. Pięknie lśnią, a zaznaczę, że przecież farbuję włosy i są one narażone na szybką utratę blasku. 

     

    Wydajność

    Obawiałam się, że taka pojemność jak 95 ml spowoduje bardzo szybki efekt denka. Na całe szczęście się pomyliłam, na moich półdługich włosach taka ilość wystarcza mi na 3,5 miesiąca. Czy kupię następne opakowanie, pomimo, że Serum Save the day (klik) nie należy do najtańszych produktów? Jasne, że tak! I to bez dwóch zdań. Wolę mieć 100 razy taki jeden cudowny kosmetyk niż stertę przewracających się plastikowych butelek w łazience i wielkich masek po pól kilo nie mających już swojego miejsca. 

     

    Bumble & Bumble! Moje oklaski!